Laptop zamiast zeszytu – Classmate PC i nie tylko
Każdy uczeń po przyjściu do szkoły otrzymuje laptopa, który zawsze towarzyszy mu podczas lekcji – to marzenie, które parę lat temu poruszyło branże edukacyjną i komputerową. Jak potoczyły się losy szczytnej idei komputeryzacji technologicznych peryferiów realizowane za pomocą Classmate PC i XO?
Komputer dla dziecka – jak wybrać?
Chodzi przede wszystkim o kraje, w których ludność nie zawsze stać na zakup komputera dla całej rodziny, nie wspominając o prywatnym laptopie dla dziecka. Z pewnością od czasów pojawienia się idei Nicolasa Negroponte, twórcy fundacji One Laptop Per Child, wiele dobrego wydarzyło się w tej „branży”. Dzisiaj dużo bliżej nam do powszechnego wprowadzenia laptopa jako pomocy naukowej w każdej szkole na świecie, czego przykładem staje się Classmate PC.
Laptop zastąpi abecadło?
Swego czasu całe pokolenia Polaków uczyły się pisać i czytać z „Elementarza” Mariana Falskiego, z którego pochodzi słynne zdanie: „Ala ma kota”. Czy tak głęboko zakorzenioną tradycję można tak po prostu zniszczyć za pomocą technologii?
Nie, z pewnością cel nie jest taki, aby laptop zastąpił książki i zeszyty. Dziecko musi nauczyć się w szkole pisać odręcznie i obecność laptopa nie powinna mu w tym przeszkadzać. Z natury rzeczy miniaturowy przenośny komputer powinien być uzupełnieniem pomocy naukowych – uzupełnieniem o nieporównywalnie większej mocy niż jakiekolwiek dotychczasowe. Bo w końcu takimi pomocami są także ekierka czy linijka.
Jest mały, ma kolorową obudowę i rączkę, można go upuścić na podłogę albo wylać na niego trochę napoju i nic się nie stanie, w zasadzie wygląda trochę jak zabawka. Tak naprawdę Classmate PC lub XO są poniekąd zabawkami. Na tym polega ich siła.
Laptopy w szkołach – dlaczego nie?
Zdawałoby się, że nic poza technofobią i przyzwyczajeniami nie powstrzymuje przed tym, by laptopy stały się powszechnymi narzędziami w rękach uczniów. Jednak szybko okazało się, że problemem są przede wszystkim pieniądze. Idea, by z laptopa uczynić regularne narzędzie użytkowane w szkołach na całym świecie (a nie tylko w krajach rozwiniętych), stoi za powstaniem dwóch komputerów: Classmate PC Intela oraz XO fundacji OLPC.
Ich podstawową zaletą jest maksymalne zmniejszenie kosztów, na jakie producenci mogli sobie pozwolić. I tak uzyskaliśmy netbook idealny jako pomoc szkolna, kosztujący w granicach 100-200 dolarów, specjalnie wzmocniony, by mogły z nim pracować dzieci, przygotowany do zajęć lekcyjnych. W założeniu Classmate PC i XO miały trafić przede wszystkim do najbiedniejszych krajów Afryki i Ameryki Południowej, ale wzbudziły zainteresowanie na całym świecie.
Od startu kampanii OLPC oraz wydania pierwszego netbooka z linii Intel Learning Series minęło już sporo czasu. Zarówno XO, jak i Classmate PC stały się popularne w wielu krajach świata. Zaczęło się od kilkuset egzemplarzy sprowadzonych m.in. do Indii, Pakistanu, Filipin, Wietnamu czy Tajlandii. W sporym projekcie Nigeria zamówiła 17 tys. Classmate’ów, ale zdarzały się i tak kolosalne zlecenia, jak milion komputerów Intela zamówionych przez rząd Wenezueli w 2008 roku.
Już pierwsze projekty realizowane wspólnie przez OLPC, Intel oraz rządy państw i szkoły dały dobre rezultaty – dzieci uczestniczące w projektach otrzymywały komputery i ich stopnie się poprawiały. Wstępnie Classmate PC nie był dostępny dla klienta indywidualnego, a XO nie jest nadal. Przyjmowano jedynie duże zamówienia od instytucji i rządów.
Classmate PC jest tzw. modelem referencyjnym – zewnętrzne firmy mogą uzyskać od Intela licencję, aby wyprodukować własny netbook edukacyjny na bazie Classmate. Taka umowa została zawarta pomiędzy polskim producentem komputerów NTT System a Intelem. W kwietniu 2009 roku wystartował projekt edukacyjny „Razem od pierwszej klasy”, dzięki któremu netbooki NTT wykonane na bazie Classmate PC trafiły m. in. do szkół podstawowych w Katowicach, Legionowie, Sosnowcu, Wrocławiu, Warszawie, czy Bielsku-Białej.
Spektakularny projekt realizuje gmina Jarocin. Jej władze wydały już 1,5 mln złotych, aby wziąć w leasing aż 850 netbooków edukacyjnych dla jarocińskich szkół. W ten sposób powstało 29 mobilnych pracowni we wszystkich podstawówkach i gimnazjach gminy. Tak diametralna zmiana dostępności zaawansowanych pomocy naukowych z pewnością wymusiła zmodyfikowanie podejścia nauczycieli i programu zajęć. Obcując z komputerem od najmłodszych lat, dzieci z pewnością będą miały łatwiejszy start w dorosłym życiu i w nowoczesnym świecie, dla którego technologia jest tak istotna.
Co dalej ze szkolnym netbookiem?
Jak widać Classmate PC wzbudził zainteresowanie także w krajach rozwiniętych, bo za taki należy uznać Polskę, zresztą trafił też między innymi w dużej ilości do szkół w Szwecji, czy Portugalii. Dlatego kolejna wersja – Classmate PC 2010, wyposażona w ekran dotykowy i wyraźnie mocniejszy hardware, trafiła do sklepów, choć w znacznie wyższej cenie niż „legendarne” 100 dolarów. Za tę cenę jednak nabywca otrzymuje netbook z procesorem Intel Atom N450 oraz w jeszcze mocniejszej obudowie, która wytrzyma niejedno.
Wydaje się, że zwłaszcza Intel osiągnął swój cel – zainteresował szkolnym netbookiem branżę edukacyjną na całym świecie, doprowadził do komputeryzacji wielu szkół na zapadłej afrykańskiej i azjatyckiej prowincji, jednocześnie nie tracąc na całym biznesie, co potwierdza premiera Classmate PC 2010. Można się spodziewać, że kolejne projekty jeszcze bardziej upowszechnią netbooki edukacyjne w szkołach, a komputer w ręku ucznia stanie się standardową pomocą naukową.
Warto również zajrzeć do innych artykułów PCskan, poświęconych edukacji: jak oprogramowanie edukacyjne pomaga w szkołach oraz jak wybrać laptop dla studenta.
-
A potem rosną takie tumany, co się nawet podpisać czytelnie nie potrafią…
-
Głównie z powodu takiego sposobu myślenia jak Twój, tylko 2 polskie uniwersytety są w rankingu TOP 500 ARWU. Nikt nie twierdzi, że netbook edukacyjny ma zastąpić naukę pisania, chodzi natomiast o to, żeby dzieciaka nauczyć MYŚLENIA i samodzielności, a nie tylko bezmyślnie klepać na pamięć, jak – niestety – często działają nasze szkoły.
-
@emill tumanem to ty jesteś skoro nie potrafisz czytać.
-
Gdyby większość była jak emill to polskie szkoły za 50 lat wyglądały by tak samo jak teraz.
Moim zdaniem to bardzo ważną rzeczą jest to jaki ten laptop jest. W ogóle to moim zdaniem najlepszy byłby porządny przystosowany do szkoły tablet, w których dzieciaki pisały by odręcznie, jak i ewentualnie na wirtualnej klawie.
Lapek powinien nie być zbyt wypasiony, bo: 1 – cena, 2 – żeby pociechy nie grały na lekcjach w CoDy 11 i inne CSy. Jednak nie może system chodzić wolno, bo zacznie wkurzać i uczniów i nauczycieli, poza tym – strata czasu na ładowanie to strata lekcji. Powinien mieć też ekran dotykowy i wygodny rysik do niego.
Musi być wyposażony w Bluetootha, USB, minijacka i WiFi. Powinien być odporny na wstrząsy i upadki oraz w miarę lekki. Bateria powinna móc w stanie wytrzymać przez wszystkie lekcje.
Należy fabrycznie zainstalować na nim oprogramowanie edukacyjne.-
I jeszcze żeby było na nich oprogramowanie Open-source co by nie zawyżać niepotrzebnie kosztów oraz pokazać, że monopolista nie jest jedynym wyborem.
Jaaaasne
-
-
-
-
moim zdaniem pomysł okej ale pozniej wzrosnie liczba analfabetow
-
Potrafisz powiedzieć dlaczego ma ta liczba wzrosnąć? Procent analfabetów w Polsce teraz to 0,2 %.
Ja użytkując komputer i telefon bardzo często, czytam tylko coraz więcej. Przecież to właśnie na komputerach można czytać i pisać różne ciekawe rzeczy.
-
-
Elementarz wyszedł z użycia 6 latek temu
-
wcześniej :p ja w swojej pierwszej klasie nie miałem elementarza ;p
a to było 10 lat temu
-
-
Laptop dla każdego dziecka. Wszystkie podręczniki, od 1 kl.podstawówki do matury, oraz wszystkie lektury, jako darmowe pdf.y i strony internetowe. Wszystkie lekcje szkolne, na każdy temat, nagrane jako video i wstawione na „EduTube”. Interaktywne gry i symulacje do nauki np: fizyki. Ekranizacje wydarzeń historycznych za darmo online. Wszystkie komputery w szkołach (oraz wszystkich innych instytucjach państwowych) na Linuxie i stosujące tylko freeware i shareware oprogramowania. Zintegrowanie systemu wiedzy czerpiącego z Wikipedii, google maps, i „rzeczywistości wspomaganej” (augumented reality) do rzeczywistej nauki o świecie, a nie bezmyślnej memoryzacji.
Dzięki temu dzieci mogłyby się naprawdę uczyc w domu, a do szkoły jeśli w ogóle chodzic, tylko po to by brac udział w procesie socjalizacji i wychowywania (co na przykładzie polskich szkół nie jest i tak koniecznie dobrym pomysłem, szkoły „łamią” dzieci do bezmyślnego konsumeryzmu i posłuszeństwa).-
bzdura.
NIKT kto nie musi (poza nielicznymi wyjątkami) nie będzie się sam uczyć. Dzieci w domu mają wiele innych ciekawszych rzeczy do roboty a i rodzice nie mają czasu ich uczyć czy pomagać.
Poza tym z mojej obserwacji kilkuletniej kiedy uczeń ma wszystko podane na tacy elektronicznie zaczyna się nakręcać spirala lenistwa kończąca się wtórnym analfabetyzmem: – nie robię notatek bo po co? jak mam w internecie/komputerze gotowce -> nie uważam na lekcji bo po co… -> nie powtarzam w domu bo po co -> nie umiem robić notatek -> nie umiem się uczyć -> zostaję analfabetą wtórnym (a nie za długo otrzymamy także pierwotnych). -
Tak. I jeszcze rzesza profesorów którzy za darmo napiszą podręczniki szkolne. Podręczniki to nie Wiki – tutaj wszystko musi być dokładnie sprawdzone; w Wiki dopiero teraz sprawdzają autentyczność niektórych definicji – każdy w miarę rozgarnięty wie, że do Wiki należy podchodzić z dystansem. No ale no spoko, to jest do wykonania. Założę się że gdybyś był profesorem (pewnie nawet mgr nie masz – to widać po poziome myślenia) nie poświęciłbyś kilku lat na napisanie książek które potem opublikowałbyś w internecie – nie ma co się oszukiwać – kto z nas chciałby pracować i nie dostawać za to ŻADNEGO wynagrodzenia?
-




